Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Tu możemy napisać o swoim domowym koszo-stadku. Koszo-pamiętniki, czyli świat oczami koszatniczki, również mile widziane :) Zasada 1 user = 1 temat
Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: Poziomka » 25 wrz 2017, 20:45

Moja przygoda z koszami na dobre i na złe zaczęła się w 2003 roku, kiedy pod mój dach zawitał malutki Klopsik, samczyk kupiony w sklepie zoologicznym, którego zawsze będę wspominać jako moją „pierwszą miłość” zwierzęcą. Niewiele wtedy wiedziałam o koszatniczkach, niewiele było dostępnych karm i opieka lekarska też nie była wtedy za dobra. Klopsik był koszem wspaniałym, mądrym, kochanym i wesołym. Niestety nie dane nam było być ze sobą długo. Zimą 2004r. zachorował, prawdopodobnie na zapalenie płuc i choć walczyłam o niego odszedł…stanowczo za wcześnie i zupełnie nie w porę, mając zaledwie nieco ponad rok. Wtedy już istniał Lunar – forum koszowe, do którego należałam przez wiele lat z Nickiem JUST (aż do jego zniknięcia) i którego Klopsik był symbolem graficznym. Tu można obejrzeć fotki Klopsa:
JUST i Klops
http://www.koszatniczka.lunar.net.pl/go ... leria%2038
jak i jego wszystkie wcielenia na forum:
http://www.koszatniczka.lunar.net.pl/go ... leria%2079
Obrazek
Po odejściu Klopsika do pustej klatki zawitali Zozol i Ninuś – maleńcy bracia adoptowani z Warszawy. W mini stadku zdecydowanie rządził Ninek, nieraz terroryzując Zozola – nawet w kwestii kółka :)
Ninuś odszedł po 1.5 roku, prawdopodobnie na cukrzycę. Nie było mnie w domu, gdy zachorował, ale niewiele by się pewnie dało zrobić, nawet gdybym wtedy była.
Zozo i Nino profesjonalnie pozują do fotek:
http://www.koszatniczka.lunar.net.pl/go ... leria%2075
Obrazek
I tak trafili do mnie kolejni maleńcy bracia Fajusia i Duduś, wzięci ze sklepu spod Hali Targowej, w którym tkwili bez możliwości ich sprzedania, którzy bardzo szybko połączyli się z Zozolem w moje Najlepsze Zgrane Stadko nr 1. Stadko przeżyło szczęśliwie mój ślub oraz wyprowadzkę do całkiem nowego mieszkania i całkiem nowej woliery. U nich nie było przywódcy – był to układ partnerski, w którym każdy miał coś do powiedzenia i nigdy nie było między tą trójką żadnych bitek ani nawet kłótni. Niestety Zozol, mój najmilszy, odszedł w 2006 roku. Miał dwa razy zapalenie płuc i liczne problemy z zębami. Nie było komu leczyć tak skomplikowanych problemów, z jakimi się wtedy borykał – byłam z nim tak często w leczeniu, że w końcu nasz bardzo starszy, kochany wet nie brał już od nas kasy. Walczyłam pół roku z nieuniknionym, w końcu , po długiej i ciężkiej chorobie usnął sobie spokojnie w wieku 4.5 roku. Fajusia i Duduś – moje kochane, mądre braciszki żyły spokojnie dalej.
JUST i jej super trójka
http://www.koszatniczka.lunar.net.pl/go ... leria%2087
Obrazek
W międzyczasie trafił do nas Bazyli. Wzięłam go ze sklepu (za darmo!), gdzie już był bliski śmierci, z gnijącym ogonem, bez chęci do życia. Takie Dziecko Wojny.
Wkrótce potem trafił do nas Śliwka, 1.5 roczny samiec z zaćmą, który wegetował w sklepie, w pustym akwarium. No a potem okazało się, ze jeszcze jest miejsce na kolejnego kosza. I tak, zamiast małego samca, znów trafił do nas kosz z historią: Muniek - 2-letni samiec ze sklepu, gdzie nie wiadomo dlaczego, bytował i jakby czekał na nas…
To był czas, kiedy mieliśmy najwięcej koszy – 5, które nigdy nie zamieszkały razem. Mieliśmy podzieloną na pół wolierę oraz extra klatkę na pojedyncze osobniki, których się z nikim nie dawało połączyć.
Bazylis był z nami tylko 3 lata, ale Jego osobowość była niezwykła. Bazylek był koszem bardzo chorowitym, takim „ostatnim z miotu”. Zawsze bardzo maleńki, po amputacji ogonka bardziej podobny do chomika niż kosza, ze złotym futerkiem, wiecznie klapniętym uchem i przedziwnym zestawem chorób, prawdopodobnie neurologicznych, kłopotami z zębami a przy tym niespożytą chęcią i radością życia. Nieustraszone 180g potrafiło walczyć z każdym, nawet 2 razy większym od siebie przeciwnikiem, więc długo mieszkał sam, ale na ostatnie kilka miesięcy życia uśmiechnęło się do niego szczęście i został przygarnięty przez spokojnie starzejących się Fajkę i Dudka. Nie wiem co w nim zobaczyli, ale zaopiekowali się nim i choć bardzo już chory i całkiem niesprawny, zawsze miał przy sobie kochających go ponad wszystko braci.
Obrazek
Do dzisiaj brakuje mi jego szalonego temperamentu, wariowania, a potem czarnych paciorków oczu i różowych łapek wyciągniętych w przepraszająco-proszącym geście… Pod koniec życia opiekował się nim już dr. Baran, którego odnaleźliśmy po długich poszukiwaniach dobrego lekarza w Krakowie i tak już od tej pory, czyli od 2010r. zajmuje się on naszymi koszami. Bazyli odszedł sam, po prostu któregoś poranka wzięłam go na ręce i tak już został przytulony do mnie. Od tej pory wszystkie kosze, jeżeli tylko jest to możliwe, staram się przeprowadzić na Drugą Stronę, kiedy przychodzi ich ostatnia chwila. Nie jest to łatwe, ale jestem zawsze wdzięczna, że mogę to zrobić i wiem, że nie są wtedy same.
Obrazek
Kiedy zawitaliśmy na Degu Serwis Fajusia i Duduś byli już około 6-letnimi starszymi Panami Fajusia – vel. Fajka, Fajuta - ten niepisany „silniejszy brat”, niegdyś najprzystojniejszy kosz w stadzie, był już posiwiały a i mięśnie nie były już te co dawniej. Duduś vel. Dudina, Dudencjusz – to była delikatna, niezwykle wrażliwa jednostka, wiecznie znerwicowana i łagodna. Obaj od bardzo długiego już czasu mieli zaćmę – genetyczną, a także problemy ze stopami – robiły im się wielkie odciski… Nie przeszkadzało im to jednak w codziennej aktywności w kółeczku :)
Obrazek
Mieszkali też wówczas z nami: Śliwka – vel. Śliwinski – kosz z zaćmą „sklepową”, zapalony fan kołowrotka, gryzienia konarów i rolek papieru toaletowego, który z koszy tolerował przez dłuższy czas tylko mnie :P
Obrazek
oraz Muniek – vel. Munięcy, Muniut – samiec o niezwykłym ilorazie inteligencji, lubiący dobrą kuchnię i odpowiednie gizianie :degulove Największy pieszczoch i mądrala.
Obrazek
W czerwcu 2010r., 3 miesiące po odejściu Bazyla, kupiłam Malutkiego Jorgego (jak ktoś zna i lubi MotoGP to od Jorge Lorenzo). Śliwka, dotąd nietolerujący żadnego kosza zakochał się w malcu do szaleństwa. Była to wielka miłość, ojcowanie, tulenie i po prostu wielka przyjaźń koszowa na całe życie.
Obrazek
Żeby jednak nie było zbyt dobrze, w międzyczasie zaczęły się kłopoty zdrowotne Fajusi (około 05.2010). Była to niegojąca się rana na stopie, z którą w żaden sposób nie można było sobie poradzić. W końcu w lipcu dr. Baran przeprowadził zabieg, po którym okazało się, że w ranie był mięsak - sarkoid. Ranka po operacji usunięcia bardzo ładnie się goiła i nic nie wskazywało na to, co miało się wkrótce stać. Niestety doszło prawdopodobnie do rozsiania nowotworu i w połowie sierpnia z dnia na dzień zabrakło Fajusi. Mojego najspokojniejszego i najmądrzejszego kosza, który rządził bez rządzenia, bez bicia i bez zrzędzenia. Jego dzielne i bez skargi znoszenie opatrunku i kolejnych plastrów na łapce bez kołnierza, bez żadnych zabezpieczeń z perspektywy czasu coraz bardziej mnie zadziwia.
Obrazek
Po odejściu Fajusi nasze stadko uzupełnił malutki Linus z adopcji od Rufin (może ją jeszcze niektórzy pamiętają). Chłopak zamieszkał z samotnym dotąd Muńkiem i z osieroconym Dziadkiem Dudusiem.
Obrazek
Duduś, który był ze swoim bratem zawsze nierozłączny, załamał się zupełnie i mimo nowego towarzystwa i choć w zasadzie nic mu nie dolegało gasł z każdym dniem i w 3 miesiące po odejściu Fajki po prostu któregoś poranka się nie obudził. Ta dwójka była moimi jak dotąd najstarszymi koszami, które osiągnęły wiek 6,5 roku, a Duduś nigdy w swoim życiu nie odwiedził weterynarza.
Obrazek
Muniut został w klateczce z Linusem, a na górze Jorge ze Śliwińskim.
Niestety nasz chwilowy spokój nie trwał długo. W czerwcu 2011 Śliwka przeszedł bardzo poważną operację wielkiego guza na śledzionie, który wyrósł niezauważony, bo cyklicznie (za radą dr Barana) chodziłam z koszami na okresowe badania. Operacja się udała i Śliwka wracał szybko do zdrowia, ale jak to bywa z takimi operacjami, po 2 tygodniach nastąpiła jakaś zapaść, Baran był na urlopie i nie było komu otworzyć pacjenta. No i odszedł biedak, mój hedonista, wielbiciel dobrej karmy i patyków, cały czas tulony przez Jorgego, który nie rozumiał co się dzieje. Jorge został sam i była to największa żałoba koszowa jaką dane mi było oglądać, choć widziałam ich niestety wiele. Wiadomo było, że długo nie może pozostawać sam.
I tak trafili do na Stigi i Gundek (06.2011). Miał być jeden kosz – Gundek, bo nie miał ogonka i wiadomo było, że go nikt nie kupi. Ale stało się i wzięliśmy także Stigiego, bo miał białą stopę, naturalną mutację – a o białych koszatniczkach wtedy prawie nikt nie słyszał.
No i narobiliśmy sobie kłopotu – Jorge i Stigi połączyli się niemal od razu, ale z Gundkiem się nie udało. I znów mieliśmy 3 klatki oraz 5 koszy w układzie 2+2+1.
Jorge i Stigi – układ śmieszny, Jorge młody kosz, który nagle musi przyjąć obowiązki ojca. Było śmiesznie, czasem stresująco, kiedy Stigi postanowił przejąć rządy a Jorge załamał się psychicznie i musiałam prowadzić jego „terapię”. Ale w końcu, kiedy układ się dotarł, to już tak został nierozerwalny na wiele lat.
Obrazek
Gundek – kosz wariot, sympatyczne stworzenie wesołe i wyraźnie nie kochające innych koszy – żył sobie sam, zadowolony w ekstra klatce.
Obrazek
Muniek z Linusem mieszkali spokojnie i nic nie wskazywało na tragedię, która miała się wydarzyć. W styczniu 2012r. podczas naszej nieobecności doszło do walki między nimi, która niestety mimo naszej błyskawicznej reakcji i zabrania Muńka do weterynarza skończyła się jego odejściem. Był to dla mnie wielki szok, bo Muniek nie był koszem skorym do bicia się, więc musiał być naprawdę zmuszony do walki. Przyczyną odejścia było najprawdopodobniej serduszko. To był taki prawdziwy kosz-miziak. Jedyny kosz, który mimo towarzystwa innych, zawsze lubił też moje pieszczoty i specjalnie przychodził ich zaznawać.
Obrazek
Choć nie dowiem się nigdy co się wtedy właściwie stało, to jednak potem stało się przynajmniej jasne, że sprawcą tego złego był Linus. W pół roku później chcieliśmy spróbować łączenia Linusa i Gundka. Wydawało się naturalne, że dwa samotne kosze będą chciały mieszkać razem, choć obaj Panowie byli dość bojowi. Do połączenia doszło trochę przypadkiem – ja byłam wtedy z Mamą w Grecji na Kosie. Trochę zawalił wtedy mój mąż zostawiając ich samych po chwilowym spokoju w klatce. No ale stało się i nie odstanie. Zginęli obaj. Najgorsze jest to, że nie mieli żadnych ran, żadnych. Po prostu zamęczyli się na śmierć. Żaden nie chciał odpuścić. Muszę przyznać, że to był jeden z najgorszych dni mojego życia. Do dzisiaj myśl o nim jest dla mnie okropna. Żal mi tych małych dwóch głupków, wojowników o nic.
Tymczasem jednak w klatce nagle zrobiło się strasznie pusto bo z 5 koszy w przeciągu 0.5 roku zrobiły się 2. No i tak trafił do nas Teodor vel. Tedek, Tedkosław, urodzony 7.07.2012, rzeszowski rodzynek z chowu wsobnego.
Obrazek
I tak rozpoczęła się historia Najlepszego Zgranego Stadka nr 2. Jorge, Stigi i Teodor, każdy o rok starszy od poprzedniego, niespokrewnieni, całkowicie różni, a tak zgrani.
Obrazek
Stigi i Tedek musieli tylko od czasu do czasu sparingować w piasku albo robić „króla pagórka”. Czasem Jorge vel. Dziadek Jorge musiał ich rozdzielać, co czynił z wielkim wdziękiem, właściwym jego zrównoważonej, nieco melancholijnej osobowości. Stadko trwało w swej harmonii trzy lata, do odejścia Dziadka Jorgego. W maju 2015 roku 5-letni wówczas Dziadek zachorował na ropień. Udało się dziadostwo zwalczyć, ale organizm pozostał osłabiony. Nie poradził sobie z okropnymi sierpniowymi upałami. W naszym mieszkaniu temperatura potrafiła wtedy osiągnąć 30 stopni. Był klimatyzator, były żaluzje. Coś poszło nie tak. Pewnie niewydolność krążenia, może coś innego. Niestety kiedy już zorientowałam się, że coś jest nie tak było już za późno i tak pożegnałam jedną z moich najukochańszych koszatniczek, która z ludzi lubiła tylko mnie, miała też swój „charakterek” a dr. Baran ugryzienie, które mu Dziadek wymierzył w czasie badania wspomina do dziś.
Obrazek
Zostało stadko 2-koszowe i tak sobie żyjemy – Stigi z Tedkiem, na dobre i na złe. Chcieliśmy oczywiście powiększyć naszą rodzinkę i przez 4 miesiące mieszkali z nami śliczni panowie- Dovik i Piksel. Nie udało się niestety chłopaków połączyć i trafili do adopcji, a ja potem przez pół roku doprowadzałam Stigiego i Tedka do równowagi psychicznej. Do dzisiaj czasem są niesnaski, były okresy bardzo bojowe, kiedy trzeba ich było rozdzielać na noc, czasem nawet na kilka dni. Teraz starsi Panowie – Stigi przeszło 6 i Tedzik ponad 5-letni, już nie walczą jak dawniej, ale choć nie kłócą się o nic, sparingi muszą być codziennie. Na szczęście przestali się ranić, co im się zdarzało i teraz po prostu jak się zmęczą przestają. Tedzik (mój kochany grubasek 330g) ma zaćmę, pewnie genetyczną jak Fajka z Dudkiem, od niemal 4 lat. Ma też jakiś rodzaj chronicznego zatkania nosa, ale bez wydzieliny – jest to najprawdopodobniej polip, albo jakaś alergia, która nasila się wiosną. Zimą jest wyraźnie lepiej, nie wydaje się też by było to dla niego specjalnie uciążliwe. Miał też kłopoty z wzdęciami, ale odkąd codziennie dostają RodiCare Acut nie ma (puk puk) tego problemu.
Obrazek
Stigi to zdrowy, niewielki (250g) twardziel z białą stopą, na której pomału zaczynają się pojawiać odciski. Jeździmy co 0.5 roku a czasem nawet częściej do Barana na kontrolę i dmuchamy na zimne (każde najmniejsze kichnięcie albo spadek formy).
Obrazek
Moje kochane niech żyją jak najdłużej – a o ich dalszym życiu i przygodach poczytacie w dalszej części tematu.
Obrazek
A dla tych, którzy odeszli na zawsze mam miejsce w moim sercu:
Brak słów, by wyrazić żal
za Tymi Których Nie Ma
Codziennie usypiam Ich
w kołysce swojego serca...

Awatar użytkownika
dżesper
Administrator
Posty: 116
Rejestracja: 31 sie 2017, 22:59
Imię usera: Paweł
Skąd: Gdańsk
Imiona koszy: +Despero
Kosze za TM: +Dżesper, +Obi, +Bolek, +Di, +Dżesper II

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: dżesper » 25 wrz 2017, 22:19

Piękna historia, czyta się jednym tchem :) Dużo zdrowia dla obecnego stada!

PS. Przypomniałaś mi czasy Lunara, jeszcze na stronie w galerii są zdjęcia osób podpisane nickami, super sprawa, zwłaszcza, że połowę ludzi jeszcze pamiętam! :)
Pozdrawiam,
Dżesper.

Awatar użytkownika
Lootka
Posty: 297
Rejestracja: 11 wrz 2017, 11:14
Imię usera: Agata
Skąd: Częstochowa / Niemcy
Imiona koszy: suczka Deni
Kosze za TM: Lucjan (Lucek) 21.01.20; Fredek 16.08.19; Raczek 28.08.18; Alfred (Alf) 06.05.18; Leon 21.05.12; Mona
papużki Gucio i Maja
suczka Nuta

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: Lootka » 26 wrz 2017, 00:48

Dokładnie tak jak napisał dżesper czyta się jednym tchem! Pamiętam z forum jak pisałaś o Gundku i Linusie... pamiętam, że sama to przezywałam bardzo bardzo! :przytula:
Dzisiaj sobie uświadomiłam, że raptem rok (a może mniej kto wie :P ) po tobie ja zostałam zakoszona :P U mnie trochę upłynęło zanim oficjalnie na forum się pojawiłam a wcześniej internet to była elita :P :devil:
Ciesze się, że w końcu założyłaś wątek! Czekam teraz niecierpliwie na bieżące relacje! :loveit
Obrazek

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: Poziomka » 26 wrz 2017, 09:44

Odkrycie tych galerii zawdzięczam ostatnim rozpaczliwym poszukiwaniom mojego wątku na googlach i próbach odzyskania choć odrobiny treści z Degu Serwis. Nagle natknęłam się na stronę:
koszatniczka.lunar.net.pl która nie tylko, że działa normalnie (z wyjątkiem forum) to jeszcze ma zachowane galerie! Bardzo się wzruszyłam, bo wielu nicków zapomniałam, a teraz mi się odświeżyło - no i znów można podzielić się starymi fotkami!!! :loveit

Awatar użytkownika
Kociara
Posty: 120
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:25
Imię usera: Karolina
Skąd: Sosnowiec/Wrocław
Imiona koszy: Andrzej, Stefan, Okruszek, Enzo, Kazik, Tyrion, Syriusz, Elijah, Damon, Remus, Sophia, Elena
Kosze za TM: Edward, Wiercik, Uszatek, Tuptuś, Sansa

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: Kociara » 28 wrz 2017, 23:31

Jak to wszystko jest pięknie napisane :degulove

Ja nie umiem aż tak odtworzyć historii wszystkich moich kosiaków :( Moim pierwszym forum był DeguSerwis i wiele, wiele lat byłam tam tylko obserwatorem czego strasznie żałuję, bo może gdybym gdziekolwiek spisała historię moich byłych koszy, to umiałabym teraz coś o nich napisać :(

Awatar użytkownika
junoo
Administrator
Posty: 287
Rejestracja: 31 sie 2017, 22:23
Imię usera: Justyna
Skąd: Nowa Iwiczna/Warszawa
Imiona koszy: Korba, Choya, Rasta, Reja, Franka, Lilka, Bąbel i Charis
Kosze za TM: *** Timon, Tutek, Pedro, Spidi, Diego, Zoya, Guampa i Yerba ***

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: junoo » 01 paź 2017, 08:04

Cudowni :) strasznie lubię czytać posty o nich
No i oczywiście oglądać fotki bez ani jednego bobka xD

Awatar użytkownika
radiorob
Posty: 132
Rejestracja: 24 wrz 2017, 13:47
Imię usera: Radiorob
Skąd: Warszawa
Imiona koszy: Pico i Mumek
Wcześniejsze: Dodo i Rico; Bibek i Mimek; Kiki (szynszyla) i Amelia(szczurek) itd.

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: radiorob » 03 paź 2017, 00:13

Ale długa historia, pewnie mnóstwo czasu pochłonęła :loveit . Ja tam po mniejszej linii oporu pojechałem :mryellow:

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: Poziomka » 03 paź 2017, 11:11

Radio, to się dało zauważyć w Twoim temacie :devil: Ale mogłeś coś pokopiować ze swojej strony, bo przecież masz tam całą historię towarzystwa, nie musiałeś jak ja świrować :)

Awatar użytkownika
Lootka
Posty: 297
Rejestracja: 11 wrz 2017, 11:14
Imię usera: Agata
Skąd: Częstochowa / Niemcy
Imiona koszy: suczka Deni
Kosze za TM: Lucjan (Lucek) 21.01.20; Fredek 16.08.19; Raczek 28.08.18; Alfred (Alf) 06.05.18; Leon 21.05.12; Mona
papużki Gucio i Maja
suczka Nuta

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: Lootka » 03 paź 2017, 22:00

Poziomka pisze:
03 paź 2017, 11:11
Radio, to się dało zauważyć w Twoim temacie :devil: Ale mogłeś coś pokopiować ze swojej strony, bo przecież masz tam całą historię towarzystwa, nie musiałeś jak ja świrować :)
racja! :devil:
Obrazek

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Poziomkowi koszo-mężczyźni :)

Post autor: Poziomka » 16 paź 2017, 11:24

Moi wspaniali i genialni chłopcy postanowili się wczoraj pobić. Oni to robią często, praktycznie codziennie, ale wczoraj akurat jak nas nie było coś poszło nie tak i Stigi oberwał, i to tak jak zawsze czyli w oko.
A w zasadzie w powiekę, na szczęście. Wieczór był więc smutny, Tedek przepraszał, mało zjedli i byli tacy niewyjściowi. Stigi dostał na wszelki wypadek Meloxidyl, rano wstał ze "zlepkiem" - czyli zaklejonym okiem. Przemyliśmy naparem z herbaty, zdjęliśmy strupa, coś pojedli i poszli spać z powrotem. Mam nadzieję, że za 2-3 dni już nie będzie śladu, ale teraz znów trzeba powalczyć. Najgorsze jest to, że Stigi ma już 6.5 roku i takie ostre walki bez sensu go osłabiają. A Tedek waży o 100g więcej, jest rok młodszy i ma pazury niczym Dracula. Wystarczy jeden moment nieuwagi i pewnie Stig dostał strzała z pazura. Eh, takie to głupki mi się trafiły... :argument:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Nasze koszo-stadka”