Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Tu możemy napisać o swoim domowym koszo-stadku. Koszo-pamiętniki, czyli świat oczami koszatniczki, również mile widziane :) Zasada 1 user = 1 temat
Awatar użytkownika
Lootka
Posty: 297
Rejestracja: 11 wrz 2017, 11:14
Imię usera: Agata
Skąd: Częstochowa / Niemcy
Imiona koszy: suczka Deni
Kosze za TM: Lucjan (Lucek) 21.01.20; Fredek 16.08.19; Raczek 28.08.18; Alfred (Alf) 06.05.18; Leon 21.05.12; Mona
papużki Gucio i Maja
suczka Nuta

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Lootka » 06 maja 2018, 19:23

Jak już wiecie Alfreda nie ma :(( odszedł dzisiaj między 2 a 6 rano :(( Od pewnego czasu jego zdrowie uległo pogorszeniu i mimo interwencji weterynaryjnej (do której mam trochę zastrzeżeń bo zignorowali moje sugestie badaniowe, a uważam mogły pomóc) jego stan nie ulegał znacznej poprawie. Wczoraj późnym wieczorem nie chciał już przełykać pokarmu, lał się przez ręce i się wychłodził :(( to były najgorsze godziny! Tuliłam, gadałam do niego, miziałam, zmieniałam termoforki próbowałam jeszcze karmić ale bezskutecznie... stracił wolę walki. Ostatnie dwa tygodnie były najgorsze, była walka o powrót apetytu o odzyskanie wagi... mimo, że jadł (już nie wszystko, nawet gerberki nie zawsze wchodziły) musiałam dokarmiać go strzykawką z karmą ratunkową... waga spadła znacznie bo do 150 gram :cry: Nie ukrywam było ciężko z córką na cycu i ze strzykawką w ręku walczyłam o łaknienie o chęć jego do życia, a weci tylko antybiotyk proponowali. Czuje się okropnie, czuje że skrewiłam, że nie zrobiłam dla niego tyle ile mogłam... czuje się jak Elmirka! :cry: Gdybym tylko była w pl pojechała bym do Krakowa do dr. Barana albo do któregoś weta w Katowicach (nie pamiętam który to teraz specjalista od gryzoni jest)... w czerwcu będę w pl... tylko miesiąc i aż miesiąc :( :( :( Z idealnej czwórki został mi trójkąt... jest dziwnie, nienormalnie... Wiedziałam od dawna (w końcu był słabego zdrowia ale miał chęć życia), że jeśli coś to Alfred odejdzie pierwszy, ale nie teraz nie tak szybko! Pod koniec ciąży kiedy już mąż mnie wyręczał w opiece nad chłopakami miałam przeczucie, że jak już coś się ma wydarzyć to właśnie jak urodzę córkę, jak mój czas znacznie się okroi to właśnie wtedy coś złego się podzieje z Alfredem i to na całej lini... nie wiem czy ja to wykrakałam!? Koszmar się ziścił... Moje najukochańsze koszowe dziecię odeszło :cry: :cry: :cry: Dla niego w całej klatce zrboiłam koce i dry bedy (a wiece, że moja klatka mała nie jest) żeby nóżka się zagoiła z nim jeździłam jeszcze w pl do wetów i walczyłam o jego zdrowie, on zawsze najwięcej trosk mi przynosił ale jak tu nie kochać właśnie takiego najbardziej! Byłam pewna, że dam radę i dożyje magicznej 8... skrewiłam, dałam ciała! Przepraszam kochany Alfredziku, przepraszam, że tak bardzo cię zawiodłam! :cry:

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Divisa
Posty: 42
Rejestracja: 13 lis 2017, 12:00
Imię usera: Divisa
Skąd: Tarnów
Imiona koszy: KosiaKasia

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Divisa » 06 maja 2018, 21:57

Tak przykro to czytac... prosze, nie obwiniaj sie za odejscie Alfiego. Bylas dla niego wspaniala, zrobilas wszystko, co mozna bylo, mial w twoim stadku piekne zycie, byl szczesliwym zwierzakiem. Jego czas po prostu nadszedl - tak samo, jak nadejdzie na wszystkie nasze zwierzaki, na naszych bliskich, na nas. Mozemy im wszystkim dac tyle dobrego, ile mozemy. I ty to zrobilas - i robisz nadal. Trzymaj sie dzielnie, zostaw tylko dobre wspomnienia.
Pozdrawiamy i przytulamy - ja i moja kosia. :przytula: :lapka

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Poziomka » 07 maja 2018, 10:15

Eh. Bardzo mi przykro :( Ale nie obwiniaj się - na każdego przychodzi jego czas i nie da się tego zmienić.
Byłabyś w Krakowie to byś go tylko dodatkowo wymęczyła braniem krwi, prześwietlaniem i bóg wie czym. Wiesz, że był słabszy... Może by się udało mu przedłużyć życie o tydzień/dwa może miesiąc?
Myśmy ostatnio tak strasznie wymęczyli Stigiego i co? Parę dni się biedak mordował dłużej. Na prawdę nie wiń siebie. Alfredzik już nie cierpi, skacze sobie wesoło z Leonkiem za TM i dziękuje Ci za swoje małe koszowe życie i za tą miłość, którą mu daliście. A kiedyś tam się spotkasz z nim :przytula:

Awatar użytkownika
Lootka
Posty: 297
Rejestracja: 11 wrz 2017, 11:14
Imię usera: Agata
Skąd: Częstochowa / Niemcy
Imiona koszy: suczka Deni
Kosze za TM: Lucjan (Lucek) 21.01.20; Fredek 16.08.19; Raczek 28.08.18; Alfred (Alf) 06.05.18; Leon 21.05.12; Mona
papużki Gucio i Maja
suczka Nuta

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Lootka » 07 maja 2018, 13:19

Dzięki dziewczyny za pocieszenie, uważam mimo to, że badania wcześniej mógł mieć wykonane bo problem trwał już od ponad miesiąca i cały ten czas leczyliśmy, pogorszenie było dwa tygodnie temu. Ja prosiłam o badania jak on był lepszego stanu niz teraz na koniec a oni, że nie, że jak będzie potrzeba to zrobią, teraz nie ma potrzeby... No nie ma :(
Dzisiaj rano całą rodzinka poszliśmy do lasu pochować Alfreda... Żadne miejsce nie wydawało się dobre, ale nie mogliśmy w nie skończoność szukać. Wykopałam mu miejsce pod drzewem, nakryłam kora z drzewa ktora leżała obok i z szyszki zrobiłam nagrobek... Oczywiście ryczałam jak bóbr... Ech. Otwieram klatkę i już mnie nie wita moja włochata kulka, a z przyzwyczajenia mam za każdym razem ochotę powiedzieć "co tam Alfredzik, chcesz smaczka?" :cry: :cry: :cry:
Obrazek

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Poziomka » 07 maja 2018, 17:12

No... wiem jak to jest...U nas 10.05 minie już 5 miesięcy odkąd nie ma z nami Stigiego a Tedzik jest sam...

Z tymi badaniami to jest z jednej strony prawda, ale z drugiej jeszcze pytanie, co się da zrobić z wynikami potem. Bo wiemy, co tu dużo gadać, że wielu chorób koszowych nie da się wyleczyć. Leki są niebezpieczne, bo kosze są bardzo wrażliwe i części leków po prostu nie sposób nawet odpowiednio dawkować...
Ostatnio długo rozmawiałam z Baranem na ten temat, przy okazji chorób Tedzikowych. I na razie nie zrobiliśmy badań. Może źle, ale z drugiej strony samo posiadanie wyników jeszcze zdrowia nie czyni...
Dlatego po prostu smutkuj się i opłakuj przyjaciela, ale się nie obwiniaj - walczyliście wy i on a teraz przyszedł jego czas. Przecież jak na takiego chorasa żył bardzo długo! To, że są kosze żyjące po 8 i 9 lat to prawda, ale odchodzą też 2-3 latki. Tak jak u ludzi - są 100 latkowie w pełni zdrowia i są tacy, którzy odchodzą w kwiecie wieku. Ja ciągle utrzymuję, że te 6-7 lat to jest już taki naprawdę dobry wiek dla kosza. Też bym chciała, żeby one żyły mi po 10 lat i więcej, ale czasem trzeba się cieszyć, że były z nami choć przez te parę lat... :przytula:

Awatar użytkownika
Lootka
Posty: 297
Rejestracja: 11 wrz 2017, 11:14
Imię usera: Agata
Skąd: Częstochowa / Niemcy
Imiona koszy: suczka Deni
Kosze za TM: Lucjan (Lucek) 21.01.20; Fredek 16.08.19; Raczek 28.08.18; Alfred (Alf) 06.05.18; Leon 21.05.12; Mona
papużki Gucio i Maja
suczka Nuta

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Lootka » 07 maja 2018, 23:06

@Poziomka ja uważam, że u niego był problem zębowy i może nawet samo prześwietlenie by wystarczyło żeby wiedzieć na czym stoimy, może potem usunięcie zęba czy jakaś korekcja ale oni woleli mu tylko antybiotyki przepisywać, na koniec z tego osłabienia dostał stanu zapalnego w uchu to też uważam, że wet przynajmniej powinien oczyścić to ucho zrobić wymaz też dostał antybiotyk na oko... a o karmę ratunkową ja prosiłam bo wetka uważała, że skoro mam zmieloną w młynku do kawy karmę z ziołami (które mieliłam zanim byliśmy na wizycie) to wystarczy... dobrze, że chociaż critical care mi dali bo ma w sobie kultury bakterii poprawiających perystaltykę jelit, to dopiero w ostatnie dwa tygodnie dzięki tej karmie Alfred próbował sam jeść ale ledwo ledwo bez dokarmiania się nie obeszło, ale waga nie chciała ni grama rosnąć :( (a i tak już dłuższy czas go dokarmiałam bo chudł)... temat zęba z ropniem i tego, że jak coś będzie usunięty jak poprzednio były problemy mimo mojego przypomnienia został przemilczany... mam do nich zastrzeżenia bo uważam, że on miał szanse jeszcze żyć... dlatego pluje sobie w brodę, że nie było mnie w tym czasie w pl :(
Po za tym tęskno mi za nim, a w klatce ewidentnie brakuje jeszcze jednej paszczy bo wszystko pod cztery jest a nie trzy :(
Obrazek

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Poziomka » 08 maja 2018, 10:33

Aaaa myślałam, że chodziło o badania krwi... No to faktycznie, rtg to przecież nie jest straszne badanie. Co prawda daje tylko ogólny pogląd ale przynajmniej eliminuje podstawowe pytania. Ale np. u nas był robiony rtg ale i tak Baran mówi, że nie ma tam korzeni bardzo przerastających, ewidentnie wywołujących stany zapalne a jednak u Tedka prawdopodobny problem to właśnie korzeń, który od czasu do czasu wywołuje bolesność (nie gryziemy bardzo twardych rzeczy) i wydzielinkę w oka, a dawał także odczyn zapalny. Ale w tej sytuacji, skoro tak wygląda sytuacja, to faktycznie jest to bardziej zrozumiałe...

Co do karmy ratunkowej, to jakbyś kiedykolwiek potrzebowała to po prostu daj głos - po prostu ci wyślę.

Awatar użytkownika
Lootka
Posty: 297
Rejestracja: 11 wrz 2017, 11:14
Imię usera: Agata
Skąd: Częstochowa / Niemcy
Imiona koszy: suczka Deni
Kosze za TM: Lucjan (Lucek) 21.01.20; Fredek 16.08.19; Raczek 28.08.18; Alfred (Alf) 06.05.18; Leon 21.05.12; Mona
papużki Gucio i Maja
suczka Nuta

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Lootka » 09 maja 2018, 15:14

Poziomka pisze:
08 maja 2018, 10:33
Co do karmy ratunkowej, to jakbyś kiedykolwiek potrzebowała to po prostu daj głos - po prostu ci wyślę.
Dziękuję póki co jeszcze mi została ta po Alfredzie, ale mam nadzieję, że zdąży się przeterminować niż przydać.
Jutro chce się przejść tam gdzie pochowałam Alfreda zobaczyć czy jakieś zwierze nie rozkopało jego grobu (w końcu tu od groma zwierzyny jest leśnej). Mam nadzieję, że nie! Wczoraj naście razy do chłopaków powiedziałam "Co tam Alfredzik?" zamiast Lucek, Fredek czy Raczek :( Nie mogę się wyzbyć tego przyzwyczajenia w dodatku nie ma kto już po otwarciu klatki wytrwale wyczekiwać smakołyków bo tylko Alfred tak robił :cry: Klatka bez niego nie jest już taka sama...
Obrazek

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Poziomka » 09 maja 2018, 21:03

Za kazdym odejsciem wszystko sie zmienia. Tak to juz jest. Pocieszajace jest to ze z czasem bol jest coraz mniejszy i ze teraz nowa sytuacja staje sie w koncu codziennoscia. Inna ale codziennoscia...

Awatar użytkownika
Lootka
Posty: 297
Rejestracja: 11 wrz 2017, 11:14
Imię usera: Agata
Skąd: Częstochowa / Niemcy
Imiona koszy: suczka Deni
Kosze za TM: Lucjan (Lucek) 21.01.20; Fredek 16.08.19; Raczek 28.08.18; Alfred (Alf) 06.05.18; Leon 21.05.12; Mona
papużki Gucio i Maja
suczka Nuta

Re: Moi lokatorzy - śladami koszatniczek

Post autor: Lootka » 13 maja 2018, 23:37

Masz racje Poziomko, po każdym odejściu nie jest tak samo. Dziś pierwszy deszcz od dłuższego czasu, a ja siedzę i myślę czy grób który wykopałam Alfredowi nie za płytki i woda go nie rozmyje, choć teoretycznie był wyżej niż niżej, ale z racji, że nie miałam łopaty kopałam go łyżką i nożem i teraz mam obawy czy nie za płytko... chyba poproszę męża żebyśmy jutro się tam przeszli zobaczyć jak się ma sprawa. Nie potrafię po jego śmierci się nie przejmować jego obecnym losem tam w ziemi :( spokojniejsza byłabym o niego gdybym pochowała go u siebie w ogrodzie w pl.
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Nasze koszo-stadka”