Gucio i Pysio

Tu możemy napisać o swoim domowym koszo-stadku. Koszo-pamiętniki, czyli świat oczami koszatniczki, również mile widziane :) Zasada 1 user = 1 temat
Dakota
Posty: 2
Rejestracja: 09 cze 2019, 16:40
Imię usera: Gosia
Skąd: Gdańsk
Imiona koszy: Gucio, Pysio(*)

Gucio i Pysio

Post autor: Dakota » 09 cze 2019, 18:07

Hej,
z tej strony Dakota, nie wiem czy mnie jeszcze pamiętacie ze starego forum. Niestety, nie mam jak powrócić do starych postów, ponieważ nie zapisywałam ich nigdzie. Bardzo dawno mnie tu nie było, także mały uptade co u Gucia i Pysia. Naszych przesłodkich Panów wzięliśmy ze sklepu zoologicznego w 2011 roku, mieli wtedy z 5-6 miesięcy.
Niestety, pan Pysio odszedł od nas ponad dwa lata temu, 19 marca 2017 roku. Wszystko zaczęło się od infekcji związanej z okiem, problemami z zębami, a na końcu diagnoza, oczywiście niezbadana, bo nie było możliwości, że to był rak mózgu. Na szczęście teraz jest Mu na pewno dużo lepiej, ponieważ nie cierpi. Był bardzo bardzo dzielnym koszatkiem. :przytula:
Natomiast, Gucio dalej z nami jest! Ma ponad 8 lat i dwa miesiące. Niedawno niestety wydarzył się wypadek, dlatego postanowiłam wrócić na forum i dać Wam znać co się dzieje, ponieważ różne przypadki chodzą po degusiach, a może ktoś nie wie że istnieje taka możliwość leczenia. We wtorek, Gustaw spadł, łamiąc sobie lewą tylnią łapkę. Nie pisnął, ale widziałam, że kiedy biega, to tej łapki w ogóle nie używa, tylko ją podnosi. Oczywiście tego samego dnia pojechaliśmy szybko do Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej na Świętokrzyskiej w Gdańsku. Na szczęście przyjmował dr Łuczak, który także pracuje w Egzoovecie. Opowiem jak wizyta wyglądała - doktor wziął Gucia do góry, do szpitala, gdzie nie mieliśmy wstępu. Wrócił i powiedział, że są trzy opcje, jeśli łapka jest złamana, a na taką wygląda:
- pierwsza opcja - operacja łapki, z tym, że gwoździe byłyby w kości i trzeba byłoby dosłownie bez przerwy patrzeć na niego, ponieważ wyciągnąłby sobie je bez problemu, a do tego zero wybiegów przez trzy tygodnie i w ogóle ruchu, żeby kości miały możliwość zrośnięcia się
- druga opcja - zostawić łapkę tak jak jest, jednak trzeba liczyć się z tym, że odłamki kości byłyby coraz większe, doszłoby po pewnym czasie prawdopodobnie do sepsy, próbowałby sobie odgryźć tę łapkę, ogólnie skazanie go na śmierć
- trzecia opcja - amputacja łapki. Tu mieliśmy zastrzeżenia, przecież jak to tak? Wszyscy weterynarze mówili nam, że nie ma możliwości wprowadzania w takim wieku koszatniczki pod narkozę, a do tego operacja.. no nie ma mowy. Doktor jednak uspokoił nas, że teraz zwierzęta małe mają taką przeżywalność jak te duże, ponieważ medycyna poszła do przodu, a zresztą nasz Słodziak wcale nie jest taki stary jak na koszatniczkę.
Wraz z całą rodziną uzgodniliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie amputacja. Mimo że normalnie jadł i biegał, doktor powiedział, że w naturze koszate nie pokażą tego, że coś im jest, będą normalnie się zachowywać, a ten ból i to co się będzie działo podczas próby poruszania tą łapką zabija koszatego. Bardzo się tego baliśmy, ponieważ tak jak wspominałam wcześniej, wszyscy nam mówili, że Gucio jest już stary, a narkoza w tym wieku jest bardzo niebezpieczna... Ale najważniejsze jest dla nas zdrowie naszego pupila - musi się udać wszystko, jest taki dzielny i waleczny. Dr Łuczak wykonał jeszcze rentgen łapki (nie podczas narkozy, w szpitalu są asystenci, którzy pomagają trzymać zwierzaki), no i wyszło, że jest złamana.
Zostaliśmy umówieni na dwa dni później, mieliśmy przywieźć Gucia z samego rana, doktor wykonujący operacje (dr Panek) miał zadzwonić od razu po operacji czy się udała, a później pielęgniarki po wybudzeniu zwierzaka i jego stabilnym stanie. Przywieźliśmy tak jak zostało nam powiedziane i czekaliśmy na telefon. Kiedy do czternastej nikt się nie odezwał (a taka była zapowiedziana pora, że się skończy operacja Gustawika), tata zadzwonił, ale niestety na recepcji nic nie wiedzieli, tylko powiedzieli, że doktor po operacji zadzwoni sam. Czekaliśmy... ciągle w strachu, że coś się stało, że się nie uda.. Po dziewiętnastej tata ponownie zadzwonił i okazało się, że doktor dzwoni dopiero jak zoperuje wszystkie zwierzaki, ponieważ nie wychodzi z sali zabiegowej. Około dwudziestej pierwszej telefon - operacja się udała! Czekaliśmy aż Gucio się wybudzi. Koło dwudziestej drugiej telefon - Gustaw do odbioru!!
Był i jest bardzo dzielny. Następnego dnia odbyła się wizyta z chirurgiem (właśnie dr Panek) - bardzo chwalił Gustawa, mówił, że jest z niego dumny i ranka bardzo ładnie się goi. Kolejna wizyta za jakoś 10 dni, żeby sprawdzić czy wszystko okej i wyciągnąć ewentualnie szwy. Podobno (to już od pani pięlegniarki się dowiedzieliśmy;)), że Gustaw miał nawet tyle siły, żeby ugryźć :devil:
Bardzo dobrze sobie radzi, wiadomo, ciężej się je, ponieważ została zrobiona amputacja wraz z lewą częścią miednicy, także ma problemy z utrzymaniem równowagi, ale kochany już chce wychodzić na wybiegi, biega, je - pierwszej doby był ospały, jadł smakołyki, coś tam pochodził po klatce i spał. Teraz też dosyć dużo śpi, ale wiadomo, musi się regenerować. Je, pije, zaczepia nas, niestety jak go swędzi lewe ucho to jeszcze nie wie co zrobić, aaale bardzo szybko się przystosowuje i jest bardzo bardzo dzielny! Podajemy mu leki tak jak zostały mu przypisane.
Bardzo polecamy TKW - profesjonalna pomoc, widać, że kochają zwierzęta i pomagają im jak tylko mogą. My jesteśmy zachwyceni i dozgonnie wdzięczni za taką wspaniałą pomoc! Także, dla zainteresowanych - tak, operacja pod narkozą jest możliwa w tym wieku i u tak małych zwierzaków jak koszatniczki!!
To także zasługa samego Gustawa - jego wola walki i życia oraz to jaki jest wielki duchem i serduchem pozwoliła nam, żeby Gucio dalej był z nami! Później, jak już rana będzie wyglądała lepiej, wstawię zdjęcia. Wybaczcie za tak długi wpis, jednak myślę, że takie zobrazowanie tego może pomóc innym właścicielom. Buziaki!
Dakota

Dakota
Posty: 2
Rejestracja: 09 cze 2019, 16:40
Imię usera: Gosia
Skąd: Gdańsk
Imiona koszy: Gucio, Pysio(*)

Re: Gucio i Pysio

Post autor: Dakota » 09 cze 2019, 18:13

PS. Nie wzięliśmy żadnego towarzysza dla Gucia, ponieważ w rozmowie z naszą poprzednią panią weterynarz (która jest złotą kobietą, niestety teraz z tego co widzę na stronie Alterveta jest na zwolnieniu lekarskim - ale daję namiary - Aleksandra Bodakiewicz - świetnie zajmowała się Pysiem i Guciem, dopóki przyjmowała), stwierdziliśmy, że Gustaw jest już w takim wieku (wtedy 6 lat), że dokładanie młodej, zdrowej koszatniczki nie jest najlepszym wyborem albo w ogóle jakiejkolwiek koszatniczki. Gustawik zawsze był tym bardziej agresywnym koszatkiem;)

Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 662
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Tedek
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi

Re: Gucio i Pysio

Post autor: Poziomka » 15 cze 2019, 15:43

Witaj, witaj, pewnie, że pamiętamy! Szkoda Pysia, ale tak jak napisałaś - najważniejsze, że nie cierpi, a i tak przeżył kilka dobrych, kosiowych latek - bo wiek 6.5 to już też jest niemało!
Biedny Gustawik, że musiał przejść tak poważną operację w tak zaawansowanym wieku. Trzymam kciuki za szybką rekonwalescencję i przyzwyczajanie się do nowej sytuacji. Na szczęście zwierzaki szybko akceptują niedogodności, więc mam nadzieję, że Gucio wkrótce już będzie żył jakby nigdy nic!
Niech się miewa dobrze jak najdłużej!

PS. My też mamy teraz tylko Tedkosława, już niemal 7 latka. Trudno mi sobie wyobrazić szalone maluchy walczące z nim o dominację...

ODPOWIEDZ

Wróć do „Nasze koszo-stadka”