Stadko Natalii :)

Tu możemy napisać o swoim domowym koszo-stadku. Koszo-pamiętniki, czyli świat oczami koszatniczki, również mile widziane :) Zasada 1 user = 1 temat
Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Poziomka »

Super :) może coś zjadł, albo kłótnia była za ostra. Ale obserwuj, bo lepiej czasem dmuchać na zimne!
Natalia
Posty: 34
Rejestracja: 11 wrz 2017, 22:24
Imię usera: Natalia
Skąd: Białystok
Imiona koszy: Stefan, Tupek vel Pupcio

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Natalia »

O tym, że trzeba sprawdzać, czy wyposażenie klatki spełnia swoje funkcje i bacznie obserwować koszki.

Nadszedł czas na sprzątanie klatki. Wypuściłam chłopaków i zajęłam się pucowaniem klatki. Stefan był wyjątkowo uciążliwy. Co psiknę wody na najbardziej zasikane miejsca, żeby je zaraz wytrzeć, to ten lezie i zlizuje rozmoczony mocz. Jakaś urynoterapia czy co? W tym czasie Tupcio sięga do dopiero co rozwieszonego prania. Odpędzam go, aby za moment biec do Stefana, który wbija zęby w spryskiwacz. A Tupcio? Chwila moment wszedł na szafkę i wsadzał głowę do 5 litrowego bukłaka z wodą. No zaraz wejdzie i się utopi! Pewnie już się domyśliliście o co chodzi, ale mnie tknęło dopiero w momencie, gdy Stefan wszedł do klatki i zawzięcie gryzł i popychał poidełko. Prysznic czy co? Dopiero co wytarłam do sucha, a zaraz znowu będzie błoto... Ej, ale nic nie kapie...
Nie wiem ile czasu poidełko było zatkane, ale jak w końcu woda pociekła, to tak pili, że zabrałam poidełko na kilkadziesiąt minut, żeby nie popękali.
Także tego... prawie wysuszyłam koszatniczki. :notlike
Awatar użytkownika
Poziomka
Moderator
Posty: 718
Rejestracja: 11 wrz 2017, 10:14
Imię usera: Justyna
Skąd: Kraków
Imiona koszy: Louis (Luigi), Mikkel (MIkuś), Jorge
Kosze za TM: Klopsik, Nino, Zozol, Fajka, Duduś, Bazyli, Śliwka, Muniek, Gundek, Linus, Jorge, Stigi, Tedkosław

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Poziomka »

Z poidłem to tak czasem jest = moi pamiętam, że zawsze pokazywali, że woda nie leci :)
Natalia
Posty: 34
Rejestracja: 11 wrz 2017, 22:24
Imię usera: Natalia
Skąd: Białystok
Imiona koszy: Stefan, Tupek vel Pupcio

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Natalia »

Aktualizacja, niemalże po latach! Troszkę się u nas ostatnio działo :)

W lipcu zauważyłam u Tupcia guzek na pyszczku, na bródce, przy żuchwie. Na szczęście okazało się, że to nieszkodliwy (choć ponoć dość spory) guzek, niezwiązany z kośćmi ani niczym innym ważnym, niezapalny, więc wystarczył zabieg, kilka dni podawania leku przeciwbólowego. Wszystko pięknie się zagoiło, na razie nic się nie dzieje, więc cieszymy się.

Teraz Stefan przechodzi zapalenie ucha. W czwartek cały czas poświęcony na wybieg tak słodko siedział na moim kolanie i pod kocykiem, rozpływałam się :loveit Jednak okazało się, że to co było dla mnie takie rozkoszne, było pierwszym objawem choroby. W piątek rano Stefan nie wystrzelił z domku, tak jak zawsze. Tupkowi czasami zdarza się, że nie biegnie do jedzenia od razu, tak Stefanowi nigdy, żarłok zawsze z mgnieniu oka jest w misce, wiec już wiedziałam, że coś jest nie tak. Wyszedł po dłuższej chwili kompletnie "pijany" - przewracał się na prawy bok, głowa opadała mu w prawą stronę, oczka mu "biegały". Na szczęście nie stracił apetytu ani możliwości jedzenia i picia (chociaż miał pewne trudności). Po południu tego samego dnia byliśmy u weterynarza, dostał trzy zastrzyki na miejscu, trzy dostaliśmy do podania w domu, co trzy dni. Dzień po pierwszym zastrzyku w domu pomyślałam, że już jest w porządku, więc wypuściłam chłopaków na bieganie, jednak niestety, Stefan mimo usilnych prób, biegał w kółko i nie dał rady inaczej. Wczoraj jednak już było lepiej, choć chodził wolniej i nieco chwiejnie, to szedł tam, gdzie [chyba] chciał. Dzisiaj wydaje się, że już jest ok - nie przewraca się, nie ma oczopląsu, staje na dwóch łapkach (choć czasami nieco chwiejnie). Jeszcze nie wchodzi na najwyższe piętra (próbował dwa dni temu, ale jeszcze nie miał równowagi i spadał, więc zabezpieczyłam tak, żeby nie wchodził), nie skacze tak wysoko jak poprzednio (na sofę muszę go podnosić). Jednak kulkę ze smaczkami turla, z Tupkiem się przepycha o jedzenie czy ciepły zasilacz, więc idzie ku dobremu. Dzisiaj podałam drugi zastrzyk.
Dawanie zastrzyku to ciekawa sprawa. Za pierwszym razem wykorzystałam jego żarłoczność. Zazwyczaj jak dam mu coś dobrego do jedzenia, to daje sobie futerko wyczesać, uszy wyczyścić, pazurki potępić i, jak się okazuje, zastrzyk zrobić. Dopiero po fakcie chyba go tyłek zapiekł, bo wpadł w histerię - dobrze że miałam koc pod ręką, to przynajmniej nie pobiegł gdziekolwiek i nie zrobił sobie krzywdy. Dzisiaj już się tak nie dał, był nadzwyczaj czujny przy jedzeniu, zjadł furę buraków kompletnie na nic i w końcu musiałam zastosować środki bezpośredniego przymusu - wcisnęłam go między dwie poduszki, przytrzymałam przez koc i poszedł zastrzyk. Nie wiem jak podam trzeci, bo cwaniak straszny, muszę wymyślić coś nowego na wszelki wypadek. ;)
Natalia
Posty: 34
Rejestracja: 11 wrz 2017, 22:24
Imię usera: Natalia
Skąd: Białystok
Imiona koszy: Stefan, Tupek vel Pupcio

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Natalia »

Nie wiem, czy ktoś jeszcze czyta to forum, ale aby nie zostawiać niedokończonych historii...

Stefan odszedł tydzień temu.
Choroba, z którą mierzyliśmy się jesienią, nawróciła. Stefanowi spadła waga, zaczęło go znowu lekko skręcać, ciągle szukał ciepła. Akurat mieliśmy umówioną wizytę, bo Tupciowi odrósł guz, więc przy okazji Stefan też został zbadany. Dostaliśmy takie samo leczenie jak poprzednim razem, jednak Stefan mimo dokarmiania wciąż słabł, chudł, w końcu przestał jeść i pewnego wieczoru sytuacja była na tyle zła, że byłam pewna, że to nasze ostatnie chwile. jednak jeszcze wtedy udało się go zawrócić z drogi na tęczowy most. Oboje byliśmy waleczni. Zaczęłam go karmić bardzo intensywnie, co dwie godziny dostawał papki z przecieru dla dzieci, groszków i karmy, a on jadł coraz więcej. Dwa dni później dostaliśmy się do weterynarza, który zmienił leczenie - podawałam antybiotyk, zakrapiałam oczko, dalej intensywnie karmiłam i smaczkami typu groszki, i karmą ratunkową, antybiotyk dostawał w orzeszkach. Jednak mimo tego waga poszła w górę tylko nieznacznie, ale w ciągu dwóch tygodni wzrosła o kilkanaście gramów, rosła coraz szybciej i wydawało się, ze będzie szło ku dobremu. Po tygodniu od zaprzestania podawania antybiotyku Stefan znów znacznie schudł, osłabł i wtedy już nie udało się go zawrócić. Walczyliśmy do samego końca, ogrzewaliśmy, karmiliśmy, ale to już był jego czas. :(
Po ponad 6 wspólnych latach Stefan odszedł na moich kolanach. Widziałam jego ostatni oddech, czułam ostatnie uderzenie serduszka, słyszałam ostatnie piśnięcie.
Stefan był cudownym koszkiem. Towarzyski, bystry rozrabiaka i przytulak. To on pierwszy przychodził posiedzieć na kolanach albo ramieniu, zdarzało mu się do mnie zaćwierkać. On pierwszy nauczył się turlać kulę-smakulę, to on potrafił wymyślić, jak dostać smaczki z przekładni w zabawce flip board. Będzie mi go bardzo brakować. :((

Tupciowi guz usunięty pięć tygodni temu znów odrósł i dalej rośnie. Ogólnie nie widać, żeby mu przeszkadzał, ale nie wiem co zrobić. Czy znów iść do weterynarza, czy tak częste operacje to nie za dużo na jego małe ciałko... Umówię wizytę i zobaczymy. Też już ma 6,5 roku, więc też już nie jest młodzieniaszkiem. :(
Kiki i Riki
Posty: 25
Rejestracja: 06 lut 2022, 11:36
Imię usera: Dominika
Skąd: Z Polski
Imiona koszy: Kiki i Riki koszatniczki

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Kiki i Riki »

Biedny Stefanek współczuję mu, powodzenia z guzem u Tupcia mocno ściskam 🤗
Natalia
Posty: 34
Rejestracja: 11 wrz 2017, 22:24
Imię usera: Natalia
Skąd: Białystok
Imiona koszy: Stefan, Tupek vel Pupcio

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Natalia »

Kiki i Riki pisze: 18 mar 2022, 18:11 Biedny Stefanek współczuję mu, powodzenia z guzem u Tupcia mocno ściskam 🤗
Ooooo ktoś tu jeszcze zagląda?! :D
Niestety guz Tupcia rośnie naprawdę szybko, zmiany widać z dnia na dzień. Kilka dni temu wysłałam zdjęcia weterynarzowi, odpisał, żeby obserwować, że tym razem guz odrósł bardzo szybko i że pewnie kolejne razy dalej będzie tak odrastał. :( Na razie Tupcio nie przejawia żadnych niepokojących objawów, ale obawiam się, że jak dalej będzie tak szybko rósł to że względu na lokalizację na pyszczku samopoczucie miziaczka może zmienić się z dnia na dzień. :((
Na razie cieszymy się każdą chwilą. Na szczęście nie przejawia wyraźnych objawów tęsknoty za Stefanem, więc przynajmniej pod tym względem jest ok.
Kiki i Riki
Posty: 25
Rejestracja: 06 lut 2022, 11:36
Imię usera: Dominika
Skąd: Z Polski
Imiona koszy: Kiki i Riki koszatniczki

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Kiki i Riki »

Powodzenia z guzem u Tupcia :przytula:
___________________________________________
Pozdrawiają Kiki i Riki moje małe dziewuszki
Kiki i Riki
Posty: 25
Rejestracja: 06 lut 2022, 11:36
Imię usera: Dominika
Skąd: Z Polski
Imiona koszy: Kiki i Riki koszatniczki

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Kiki i Riki »

Czy ma pani jakieś inne gryzonie, zwierzęta?????
Natalia
Posty: 34
Rejestracja: 11 wrz 2017, 22:24
Imię usera: Natalia
Skąd: Białystok
Imiona koszy: Stefan, Tupek vel Pupcio

Re: Stadko Natalii :)

Post autor: Natalia »

Ostatnia aktualizacja mojego stadka na tym portalu.

Tupcio odszedł 26 kwietnia 2022r.

Tupcio, zwierzaczek ze sklepu zoologicznego. Dość mały jak na samca, trochę pierdółka - tam nie doskoczył, tam źle stanął i spadł. Zdecydowanie bardziej kołowrotkowy maratończyk niż akrobata. Kula-smakula miesiącami była dla niego zagadką, orzechem do zgryzienia, który faktycznie próbował zgryźć. Przypuszczam, że zbyt wcześnie został oddzielony od matki i rodzeństwa, przez co nie znał niektórych zasad życia w stadzie. Mimo to byli ze Stefanem świetnymi przyjaciółmi. Żadnych większych kłótni, bijatyk. Nigdy nie przeszkadzali w nocy, zawsze smacznie spali. Żaden nie wpadł na pomysł pogryzienia kuwety od klatki. Drewniane koło służyło ponad 3 lata i nadal jest w świetnym stanie, nie zostało nawet nadgryzione. Tacy grzeczni, ale jednak cudnie pocieszni!
Poznałam chłopców w styczniu 2016r, pożegnaliśmy się w marcu i kwietniu 2022r. Trochę ponad 6 wspaniałych lat.
Dziękuję myśki, super było. <3
ODPOWIEDZ

Wróć do „Nasze koszo-stadka”